Autor Antanina Dolewa Luty - 26 - 2012 4 Comments

inna BiałoruśBiałoruś oczami ukraińskiego dziennikarza

Tygodnik: Еженедельник 2000 — Форум — Соседи

Jeżeli wyrobiliście sobie zdanie na temat Białorusi wyłącznie na podstawie wiadomości w telewizji i prasy – nie ma ono nic wspólnego z rzeczywistością. O tym, że nasza północna sąsiadka zachowała dużo najlepszych rzeczy z Związku Radzieckiego i nawet udało jej się to ulepszyć, mając prawie taki sam poziom życia jak kraje nadbałtyckie, ja słyszałem od kolegów, którzy odwiedzają Białoruś w sprawach rodzinnych lub służbowych. Ale, mówiąc szczerze, nie wierzyłem temu. Dopóki osobiście nie zobaczyłem. Rzeczywistość  była jeszcze lepsza. Swoimi wrażeniami o kraju, którego tak naprawdę nie znają nasi obywatele i o którym nigdy nie mówią „demokratyczne” media, ja postanowiłem podzielić się z czytelnikami „2000”.

Po wyjściu na peron na dworcu, przygotujcie się: szok kulturowy i wstrząs są gwarantowane.

Po wysłuchaniu wielu informacji o „okropnym białoruskim reżimie totalitarnym” i deptaniu praw człowieka, średni obywatel Ukrainy z uśmieszkiem, a nawet z zarozumiałością (jak uczyli go rodzime „demokratyczne” media) oczekuje zobaczyć kraj zatracony w latach 80-ch. Taka Korea Północna w europejskim wydaniu, w której obywatele nie poznali korzyści wolności i liberalnej gospodarki, żyją pod jarzmem dyktatury i chodzą prawie jak „w zegarku”.

Jednak, po przyjeździe rano na dworzec kolejowy w Mińsku, zamiast wirtualnego terroru, zaobserwowałem coś zupełnie innego – to, czego nigdy nie pokazywali w telewizji i o czym nie mówili „gadające głowy”, krytykujące Białorusinów z poziomu europejskich podium.

Niewirtualna rzeczywistość

Wita nas ogromny nowoczesny szklano-betonowy dworzec w stylu futurystycznym. Już ten „hi-tech” – to pierwszy zimny prysznic na naszą głowę.

Bardzo jasne wielkie miasto Mińsk z bardzo szerokimi alejami, na których we wszystkie strony jeżdżą dobre zagraniczne samochody. Samochodów niskiej klasy, jak i starych radzieckich samochodów

(„Moskvich”, „Żiguli” itp.) nie ma wcale. W większości jeżdżą zagraniczne samochody klasy średniej – marzenie pracowników biurowych Kijowa.

Jeżdżą tu uprzejmie, nie naruszając przepisów ruchu drogowego, przepuszczając pieszych. Większość kierowców zapina pasy bezpieczeństwa. Milicja drogowa (GAI), jak opowiadali mi miejscowi taksówkarze, w ogóle nie biorą łapówek. Mówią, że na realia miejscowe, milicja zarabia dobrze (o białoruskich pensjach będzie dalej). Mało tego, według jednego z taksówkarzy, za próbę dać łapówkę, was raczej oskarżą o próbę przekupstwa.

Nieco później zrobiłem wywiad i byłem trochę zakłopotany.  Okazuje się, że według ilości samochodów na osobę Białoruś wyprzedza nie tylko Ukrainę, ale i… Polskę, Czechy, a także Słowację – z czynnikiem około 300 samochodów na tysiąc osób. Czyli w prywatnych rękach Białorusini mają prawie dwa razy więcej samochodów, niż Ukraińcy (u nas obecnie – 155-160 na 1 tys. Ludzi)*.

___________________________________

* Dla porównania: największe zagęszczenie samochodowe w Europie jest w Niemczech, gdzie na każdy tysiąc mieszkańców przypada 563 osobowych samochodów. Średnio w Europie Zachodniej – 508 sam./1 tys. l., a w krajach – nowych członkach UE – tylko 307. Jest to prawie tyle samo, ile obecnie jest na Białorusi. Stąd widać, że większe jest zagęszczenie samochodowe na Białorusi, niż u nas, jest to między innymi dlatego, że w przeciągu wielu lat obowiązywały tu niższe taryfy celne na import samochodów. W konsekwencji, średni zagraniczny samochód na Białorusi kosztował o 20-30% mnie, niż na Ukrainie.

Na każdym skrzyżowaniu, nawet na osiedlach sypialnych, są postawione nowe, bardzo czytelne znaki drogowe. Przy wjeździe i wyjeździe z miasta – nawet po 4-5 sztuk. Od centrum stolicy aż do wyjazdu nie widać żadnego starych bądź niedziałających. Światła w większości są nowoczesne, płaskie, plazmowe, takich nie widziałem w Kijowie.

Gdziekolwiek byśmy nie skręcili, jadąc albo spacerując pieszo w Mińsku, na poboczach dróg, na podwórkach, w bocznych uliczkach, w przejściach podziemnych, w parkach i skwerach, na klatkach schodowych – jest absolutnie niespotykana dla mieszkańców Kijowa czystość.

Starannie brukowane chodniki, wszędzie nowy transport publiczny (minibusów jeżdżących nieuporządkowanie w Mińsku w ogóle nie ma), a także jest bardzo dużo zieleni i zadbanych trawników. Apropos, czy widzieliście w Kijowie chociaż jedną ścieżkę rowerową – tą charakterystyczną cechę europejskich miast? W zeszłym roku władze Kijowa obiecali zbudować pierwszą miejską trasę rowerową. Na Białorusi to już jest codzienność, mało tego, ścieżki rowerowy widziałem tu nawet w małych miasteczkach.

W Mińsku, jak i w innych miejscowościach (kierowcy, którzy tu byli wiedzą o tym),  są fantastyczne wysokiej jakości drogi. Doły i dziury nie istnieją. I chociaż ciężko w to uwierzyć, ale złej drogi nie widziałem w ogóle w ciągu 4 dni podróży – dobre drogi klasy europejskie są nawet w małych miejscowościach na lokalnych trasach. W porównaniu z Ukrainą są to prawdziwe autostrady.

Wszędzie w Mińsku są prawie takie same jak u nas bilbordy reklamowe, kawiarni, restauracje, fast foody (w tym oczywiście i „McDonalds”), modne centra handlowe, w sumie, cały komplet stolicznych ciekawostek. Rzuca się w oczy również następująca właściwość: ani w centrum, ani w odległych dzielnicach, nie ma żadnego (!) zniszczonego lub poszarpanego budynku – nawet stare bloki na osiedlach są nowocześnie pomalowane, a gdzie była potrzeba – odrestaurowane.

Ostrego kontrastu w poziomie życia Białorusinów nie widać, nawet jeżeli zawrócić do pierwszego-lepszego prowincjonalnego miasteczka. Ulice są czyste, wszędzie porządek, cała architektura zadbana – właśnie to najbardziej kontrastuje się z Kijowem,  nie mówiąc już o prowincji.

Wsie, które się znajdują daleko od miasta, też zadziwiają. Robi się wrażenie, że praca tu kipi bez końca. Wyglądają wsie mniej więcej, jak domki wypoczynkowe pod Kijowem. Są budynki murowane, w wielu oknach satelity, na dodatek jeżdżą tu na wsiach przyzwoite (jak na Kijów) samochody. Plus są tu takie same dobre i równe drogi, obok szkól i przedszkoli są „progi spowalniające”, świeżo pomalowane oznakowania na drogach, pomalowane place zabaw dla dzieci. Również są na wsiach sklepy, działające kluby wiejskie, restauracje, stołówki… Wiele z tego zniknęło z ukraińskich wsi.

Za miastem, oprócz przepięknej przyrody, gęstych lasów i jezior, zadziwia jeszcze coś: nie ma porzuconych pól rolniczych, co jest zwykłym widokiem na Ukrainie. Cała wolna przestrzeń – to są pola, które są albo dopiero co posprzątane, albo zasiane, albo są obrabiane nowymi traktorami czy kombajnami (wyłącznie produkcji krajowej). Mieszkańcy wsi są zajęci, wszyscy pracują i życie toczy się aktywnie – to jest też duży kontrast dla naszych wsi, gdzie panuje alkoholizm  i bezrobocie.

W Mińsku nie spotkasz handlu „z ziemi”, straganów i namiotów – i rzeczywiście nie istnieją żadne oznaki spontanicznego handlu. Tak samo w prowincji, na przykład w obwodzie Grodzieńskim, gdzie podróżowaliśmy. Wszelki handel odbywa się wyłącznie w sklepach lub na rynkach zorganizowanych. W skrócie, jak w Europie.

I jeszcze coś ciekawego zaobserwowałem: ludzie w białoruskich miastach są dobrze ubrani, i jednocześnie nie widać  oznak socjalnego rozwarstwienia społeczeństwa. Nawet w stolicy nie zauważyłem ludzi ubranych bardzo bogato, albo bardzo biednie. Młodzież nawet jest ubrana nie gorzej, niż kijowska, a nawet w czymś bardziej modnie. Nigdzie w stolicy, a ni poza nią, nie zobaczyliśmy żadnego bezdomnego albo żebrującego biedaka.

Specjalna droga

Cóż, właśnie taka jest współczesna Białoruś – kiedy po raz pierwszy widzisz ją nie w telewizji, a na własne oczy. I pierwszy wniosek, który niespodziewanie nasuwa się do głowy: wydaje się, że znajdujesz się gdzieś w Europie – możliwe w Polsce, krajach Bałtyckich, albo nawet we Wschodnich Niemczech. Może tym, którzy tu byli bardzo dawno (albo wcale) to wydaje się nieprawdopodobne, ale zewnętrznie najbardziej „antyzachodni” kraj WPN, tak naprawdę jest bardziej europejski, niż Ukraina, i to samo porównanie dotyczy stolic. Kraj, który zauważalnie nas wyprzedził, jeżeli brać pod uwagę czynniki konkretne, a nie wirtualne (swoboda, demokracja, pochwały światowego społeczeństwa).

Na Ukrainie oczywiście słyszeli, że białoruski przemysł i rolnictwo nie musiało przechodzić przez szokujące reformy.  Działają one prawie tak samo, jak z czasów ZSRR.

Nie chodzi o to, że Białoruś, jak i Rosja, były jedynymi republikami ZSRR, które nie były odbiorcami dotacji, czyli były samowystarczalne. W nowych czasach niezbyt bogate zasobami białoruskie państwo potrafiło nie „zepsuć” gospodarki, jak zrobili, na przykład, u nas (w latach 90-ch, kiedy na Ukrainie zanotowano spadek PKB 60%, Białorusini mieli przed przyjściem Łukaszenki tylko minus 20%, a potem wzrost). I temu państwu jakoś się udało zbudować model swojej gospodarki, w którym nie tylko udało się zachować duże fabryki, ale i zmodernizować większą część przemysłu dla produkcji bardziej nowoczesnych towarów, bez redukcji miejsc pracy.

PKB Białorusi rośnie w przeciągu ostatnich 10 lat (coroczny przyrost – plus 8%), prawie jak Chiny. O tym nas również informują co roku szanowne międzynarodowe organizacje. Ale proszę zwrócić uwagę na następujący fakt. Poziom PKB 1990 roku przekroczony tu został już na początku lat 2000-ch. Z kolei na Ukrainie nadal nie udało się osiągnąć nawet 70% wartości 1990 roku.

Wszyscy wiedzą, że bezrobocie w tym kraju (około 1%) jest najniższe w Europie – to uznają wszystkie bez wyjątków międzynarodowe organizacje, w tym ONZ, MFW i Bank Światowy. Proszę zapytać pierwszego-lepszego przechodnia w Mińsku czy w jakimkolwiek innym mieście: masowych opóźnień w wypłacie pensji czy emerytur tu nie ma już od 15 lat. A jeżeli zapytać o wypłacie „pod stołem”, jak u nas, – w ogóle mało kto zrozumie to pytanie. Prawdopodobnie z powodu długoterminowej stabilności socjalnej, nie ma masowej migracji Białorusinów na zachód czy do Rosji. Czego nie da  się powiedzieć o innych byłych radzieckich republikach.

Weźmy inną dziedzinę – wydatki na edukację. Tu one, według oceny międzynarodowej, też są najwyższe wśród państw WNP – 6% PKB. Mniej więcej tyle samo wydają na edukację kraje rozwinięte.

Wyższe, niż w innych krajach WNP, są również wydatki na medycynę – 4% PKB w 2009 roku. W konsekwencji: śmiertelność noworodków na Białorusi, na przykład, jest najniższa w Europie Wschodniej – na poziomie 4,7%. Na dodatek najniższy poziom zachorowalności na AIDS, alkoholizm, narkomania.

We wszystkich bez wyjątku międzynarodowych rankingach dobrobytu i poziomu życia Białoruś wyprzedza Ukrainę już prawie na przeciągu 15 lat. [...]

Według parytetu siły nabywczej na mieszkańca (ten wskaźnik uważany jest za najbardziej obiektywny kryterium oceny poziomu konsumpcji produktów, usług) Ukraina stabilnie odstaje od Białorusi gdzieś dwa razy: u nas dziś ten wskaźnik wynosi $7331, na Białorusi – $13 864.

Warto zauważyć, że wśród państw WNP według tego wskaźnika Białoruś ustępuje tylko Rosji, ale w strukturze gospodarki Rosji jest dużo naftowo-gazowa „marża”. [...]

Socjalizm + rynek = ?

Dla wielu ukraińskich obywateli będzie to odkryciem, ale mimo socjalnego ukierunkowania białoruskiej gospodarki i prawie całkowicie zachowanych w sektorze państwowym dużych fabryk, prawie połowa zarejestrowanych przedsiębiorstw znajduje się…  w prywatnych rękach. Mało tego, „prywaciarze” produkują około 60% towarów przemysłowych na Białorusi. Udział produkcji małych firm – 9,3% PKB. Obroty handlu detalicznego firm prywatnych znacznie przewyższa obroty firm państwowych.

W samym Mińsku zarejestrowano 1,8 tysięcy dużych zagranicznych i prawie wszystkim znanych transnarodowych firm. W kraju działa więcej niż 30 banków, ale państwo ma udział kapitałowy tylko w połowie z nich. Prywatny biznes bankowy prowadzą tu banki nie tylko z Rosji, ale i z Niemiec, Litwy, Szwajcarii i z wielu innych państw.

Inwestycje, oprócz Rosji, są realizowane przez Stany Zjednoczone, Szwajcarię, Austrię, Wielką Brytanię. Jeszcze jedna ciekawostka: dla zagranicznych inwestorów w kraju działają wolne strefy ekonomiczne (WSE) z symbolicznymi, ulgowymi podatkami i bez opłat celnych**, które u nas były pozamykane już w 2005 roku.

__________________________________

**Na Białorusi  jest 6 WSE – „Brześć”, „Witebsk”, „Homel-Raton”, „Grodnoinwest”, „Mińsk” i „Mohylew”.

Choć w strukturze handlu zagranicznego około połowy zajmuje handel z Rosją (z Ukrainą – tylko 6%),znaczna część eksportu – 43% – przypada, co ciekawe, na Unię Europejską (Holandia, Niemcy, Polska, Wielka Brytania, kraje nadbałtyckie). W odróżnieniu od nas, Białoruś ma dobre relacje handlowe z Azją (Chiny, Iran, Wietnam, Syria), a także z Ameryką Łacińską (przed wszystkim z Wenezuelą, dzięki czemu Białoruś pokrywa część swojego zapotrzebowania na ropę, co jest dodatkowym źródłem oprócz Rosji).

Jak by dziwnie to nie brzmiało, ale struktura białoruskiej gospodarki jest bardzo podobna do istniejących w wielu małych i średnich europejskich państwach. Około jednej czwartej zajmuje przemysł, 30% którego to budowa maszyn (na Ukrainie ten wskaźnik jest prawie trzy razy mniejszy).

Internet regularnie używa od początku 2011 roku 38% dorosłych mieszkańców – jest to tyle samo, jak u nas.

Podstawą białoruskiej budowy maszyn jest budowa traktorów, maszyn rolniczych. Na przykład, Mińska fabryka traktorów nawet dzisiaj jest jedną z ośmiu największych producentów traktorów na świecie, jej maszyny są eksportowane we wszystkie kraje WNP (w tym na Ukrainę, gdzie przemysł produkcji traktorów prawie kompletnie zniknął) i Azji. To samo dotyczy BelAza, produkującego ciężarówki na eksport.

Tu zachowano albo stworzono od zera produkcję sprzętu AGD i RTV, która co najmniej nie jest gorsza od chińskiej produkcji (chińskiego sprzętu używają Ukraińcy, choć na tym sprzęcie są naklejki firm zachodnich).

Na przykład, jaz za czasów Związku Radzieckiego, Białorusini produkują telewizory – wszystkim znane „Horyzont” i „Vityaz” (teraz już plazmowe), produkują lodówki „Atlant” (wcześniej „Mińsk”), pralki, zmywarki, roboty kuchenne itd.

Pensje na wsi – $500

Moje obserwacje sytuacji na wsiach pokazały, że na Białorusi bardzo dobrze się ma rolnictwo, ono dawało 4-6% PKB, w tym w ciągu wszystkich lat kryzysowych. Dzisiaj Białoruś piątym największym światowym dostawcą mleka i wyrobów mlecznych, po Australii, Nowej Zelandii, Brazylii i Argentynie. Jak i za czasów ZSRR, Białoruś zajmuje pierwsze miejsce w produkcji ziemniaków na osobę w kraju, i na dodatek, na nią przypada 11% światowego eksportu masła i 6% – sera. [...]

Kiedy wejdziecie do jakiegokolwiek supermarketu na Białorusi i posmakujecie produkt produkcji miejscowej, na pewno odczujecie sentyment. Mleko, kefir, twaróg, mięso, kiełbasy, cukierki, warzywa, owoce – więcej niż trzy czwarte produktów spożywczych są tu produkcji miejscowej. Alkohol też bardzo dobrej jakości. A smak kiełbas i serów jest wyjątkowy – czuć, że są w 100% naturalne. Innymi słowy, na Białorusi działa restrykcyjny system certyfikacji jakości pochodzenia z ZSRR. I wygląda na to, że wszyscy do tego się stosują i nie mają zamiaru to odwoływać. [...]

Na Białorusi, a przynajmniej w Mińsku, widać od razu, że budowy się „nie zamraża”, dźwigi pracują, sprzęt i maszyny też. Cały czas trwa budowa i rekonstrukcja nowoczesnych kompleksów sportowych, pałaców kultury, nowych budynków w nowoczesnym stylu „hi-tech”. Na przykład, dość niedawno powstał w Mińsku nowy jeden z największych pałaców sportowych w Europie „Mińsk-Arena”.

Warto się zatrzymać na budownictwie mieszkaniowym. Wśród nowych bloków jest mniej budynków klasy luksusowej, ale one nie są niczym gorsze od mieszkań masywu Harkowskiego w Kijowie. Co roku buduje się 5 mln m2 mieszkań – u nas rekordowa ilość to było w 2008 roku 10 mln m2. Warto skorygować dane co do ilości mieszkańców (Na Białorusi jest 4,8 razy mnie ludności, niż na Ukrainie) i otrzymujemy: nowe metry kwadratowe (na osobę) u sąsiadki pojawiają się, chociaż i nie tak szybko jak za czasów ZSRR, ale 2,5 razy więcej i szybciej. W przyszłym roku władze obiecują oddać do użytku 10 mln m2 (to będzie 5-6 razy więcej, niż u nas). [...]

Skąd na Białorusi kryzys

W rzeczywistości istota kryzysu, który występuje ostatnio na Białorusi, jest bardzo prosta. Ujemne saldo handlu zagranicznego  zaczęło szybko się zwiększać po światowych podwyżkach cenowych na ropę, którą Białoruś prawie w 100% importuje. Jeszcze panika z  walutowa – z powodu wejścia do unii celnej i oczekiwania od lipca na zwiększenie cła na samochody importowane. Cło zwiększono na wszystkie używane samochody zagraniczne  od razu prawie trzy razy. Czyli samochody na rynku miejscowym miały podrożeć o 20-25% i kosztować tyle, co na Ukrainie czy w Rosji.  [...]

Z powodu osłabienia rubla białoruskiego ceny na wiele towarów wzrosły prawie o 20%. Spowodowało to pogorszenie nastroju Białorusinów, którzy nie są przyzwyczajeni, w odróżnieniu od Ukraińców, do regularnych cokwartalnych nagłych wzrostów cen.

Sytuację można porównać z tym, co miało miejsce u nas na początku kryzysu. W 2009 roku oficjalna inflacja na Ukrainie wyniosła 22,3%, w 2008 – 19,4%. W sumie w ciągu trzech kryzysowych lat (2008-2010) ceny wzrosły o 53% i był to nowy rekord po hiperinflacji w latach 90-ch. [...]

http://2000.net.ua/2000/forum/sosedi/74617

Spodobał Ci się artykuł? Czekamy na Twój głos!

4 Responses so far.

  1. Flutterguy pisze:

    Wow, Bialorus jest bogatsza od drugiego najbiedniejszego kraju w Europie, to ci dopiero osiagniecie.

  2. Bogdan pisze:

    Byłem kilka lat temu i nie widziałem cudów takich, jak te opisywane w tym propagandowym artykule. Kilka lat temu głośno było też, że Białoruś nie ma czym zapłacić Gazpromowi za gaz. Mówi się o krachu finansowym. Taką laurkę to można napisać o każdym kraju, niestety fakty skwierczą.

    • Antanina pisze:

      Artykuł opisuje wrażenia dziennikarza z Ukrainy. Wiadomo, że Białoruś ma problemy finansowe oraz w porównaniu z krajami Zachodu w niektórych kwestiach przegrywa, ale jeśli chodzi o inne byłe republiki radzieckie radzi sobie najlepiej. I ciekawy jest fakt, że na Ukrainie, gdzie wiele pozostaje do życzenia, media pokazują Białoruś w jeszcze gorszym świetle, co nie jest prawdą. Stąd zaskoczenie dziennikarza, którzy widzi wiele zalet i lepiej zagospodarowane Państwo niż Ukraina.

  3. Wojtek pisze:

    Trzeba jeszcze dodać że gospodarka Białorusi jest subsydiowana w około 17% przez Rosję która sprzedaje im gaz i rope po cenach wewnętrznych. Białorusini to przerabiaja i eksportuja. To główny ich eksport.
    Z Białorusi wyemigrowało około 1 mln mieszkańców. To procentowo dwa razy więcej niz z Polski.


Białoruś