Autor Antanina Dolewa Luty - 26 - 2012 5 Comments

inna BiałoruśGlobalna alternatywa

Hotele, sanatoria, agroturystyczne kompleksy – mówią, że wiele centrów turystycznych maksymalnie zatkane są turystami z Niemiec, Polski, Holandii, Czech, Rosji. Jest to zauważalne: na Białorusi niespodziewanie jest dużo zachodnich turystów, którzy przyjechali na wycieczki albo na niedrogi odpoczynek w sanatorium w ekologicznie czystym miejscu.

Nasuwa się pytanie, za co „demokratyczne” kraje tak wytrwale i systematycznie „cisną” Białoruś? I dlaczego stosunek zachodnich, jak i ukraińskich mediów, do tego kraju jest tak zły albo żaden?

Czy chodzi tylko o problemy z wolnością słowa i prześladowania opozycji?

W rzeczywistości w kraju publikuje się masa wydań drukowanych, i ponad 2/3 zarejestrowanych gazet i czasopism są niepaństwowe.

Owszem, oznak aktywności publicznej opozycji w postaci zdjęć liderów i ich haseł wyborczych na bilbordach w centrum Mińska nie ma. Jak również nie ma ich w telewizji publicznej. Jednak, gazety opozycji są swobodnie sprzedawane w kioskach z prasą, choć jest ich mniej, niż państwowych.

W telewizji kablowej są ponad 100 zagranicznych kanałów cyfrowych – jak i na Ukrainie. Są prawie wszystkie kanały rosyjskie, w tym informacyjne. Tak na marginesie, niektóre z tych kanałów na Ukrainie są nadal zakazane.

W końcu, jeżeli nadal wierzycie, że Białoruś sama się zasłoniła żelazną kurtyną, proszę wejść do Internetu. Białoruskich użytkowników jest tu dosyć sporo. Bardzo bezpiecznie działa wiele białoruskich stron opozycji i ich blogi. I jakie tam są różne komentarze! Myślę, że stwierdzać, że władze trzymają naród w informacyjnej nieświadomości, jest po prostu niemądre.

W rzeczywistości, nie ustalono żadnego przypadku, żeby białoruskie służby aresztowali kogoś tylko za wyrażanie swojej opinii, na przykład, w prasie czy w Internecie.

Owszem, niektórych opozycjonistów naprawdę „prześladują”, niektórzy byli aresztowani i otrzymali wyrok po zamieszkach w Mińsku po wyborach prezydenckich w grudniu 2010. Ale warto przypomnieć kiedy i za co te osoby byli aresztowani. Za próbę ataku na budynek rządowy, za publiczne nawoływanie do nieuznawania wyborów i do obalenia porządku konstytucyjnego. Za takie czyny istnieją „paragrafy”, w prawie każdego państwa. Owszem, nieupoważnione manifestacje czasami są przerywane przez milicję. Ale to, jak okrutnie zachowuje się czasami policja w stosunku do protestujących przeciwko władzom w Europie, naprowadza na pytanie: dlaczego w Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Wielkiej Brytanii itd. używać siły w stosunku do protestujących można, a na Białorusi – nie?

W naszej telewizji regularnie pojawiają się informacje, że kilka set młodych mińskich internautów, dogadując się w Internecie, czasami zbierają się na placu centralnym w Mińsku i prowadzą milczące akcje protestu. Ponieważ wszystkie te akcje nie mają oficjalnego pozwolenia, a demonstrujący nawet nie próbują uzyskać pozwolenia, oczywiste jest, że ktoś bardzo inspirowany „twitter-rewolucjami” w Egipcie i Libii, świadomie prowokuje młodzież – wyłącznie na potrzeby kamer. Nagrali obraz, jak milicja odpycha demonstrujących od budynków administracji rządowej – i cały świat znów widzi, jak „reżim” i jego służby walczą z „demokracją”.

Ale niedaleko od miejsca demonstracji „milczących”, jak i wszędzie w Mińsku, tysiące młodych Białorusinów po prostu spacerują z dziewczynami, całują się, delektują się życiem, jeżdżą na rowerach i rolkach. Widać, że oni mają gdzieś „niezgadzających się”. A mieszkaniec Mińska opowiada mi, że „milczący” zbierają się na placu dlatego, że nie podoba im się, że poziom życia na Białorusi jest niższy, niż… w Europie Zachodniej. Cóż, myślę, fajnie, gdybyśmy mieli takie problemy…

P.S. Można ile chcesz cieszyć się z drogich butików, samochodów „Bentley” i „Maserati”  na ulicach Kijowa, a również temu, że w zeszłym roku Ukraina zajęła pierwsze miejsce na świecie w ilości kupionych nowych samochodów marki „Maybach”  (kosztujących 500-700 tysięcy euro!). I można uważać to za osiągnięcie naszej ukraińskiej demokracji i liberalnej gospodarki. Jednak, jeżeli wziąć pod uwagę poziom życia wszystkich ludzi, to przeciętni Białorusini, nawet w czasach kryzysu, żyją lepiej od nas. Ich gospodarka naprawdę jest socjalnie ukierunkowana, i widać to od razu.

Jedyna różnica Białorusi od naszego kraju (jak i całej Europy Wschodniej) jest to,  że tu stworzono i utrzymano „nieoligarchowy” model gospodarki, w którym nie ma przepaści między niedużej ilości bardzo zamożnych ludzi i masą biednych mieszkańców. Oligarchia, czyli bardzo bogaci i zamożni właściciele największych państwowych wysokodochodowych aktywów, odprowadzające środki do banków zagranicznych, nie występuje tu.  Dlatego wszystkie duże i dochodowe przedsiębiorstwa są w rękach nie prywaciarzy, tym bardziej zachodnich, ale w rękach państwowych.

Prywaciarze pracują w biznesie małym i średnim (handel detaliczny, usługi: kawiarnie, restauracje, fryzjerzy, nieduże fabryki itp.). Oczywiste, że stąd białoruskie państwo ma środki i zasoby do zabezpieczenia wyższego poziomu życia dla swoich obywateli, czego nie ma Ukraina.

Nie ma świece takich krajów, które nie mają żadnych problemów wewnętrznych, jak również nie ma krajów absolutnie demokratycznych i idealnych rządów. Istnieją tylko kraje, elita których nauczyła się błyskotliwie udawać demokratyczny proces. Na dodatek, te jednostki są pewne, że tylko one mają prawo wtrącać się (warto zauważyć, że tylko w sposób siłowy i niedemokratyczny) w sprawy innych państw i dzielić świat na „prawidłowe” i „nieprawidłowe”.

Na Białorusi pomyśleli, że takie udawanie kosztowało by zbyt drogo, przynajmniej na tym etapie. I racjonalnie postanowili nie eksperymentować na własnych obywatelach, nie wprowadzając ich w ubóstwo, obserwując doświadczenie swoich sąsiadów. [...] Wiadomo, że Zachód absolutnie się nie zgadza na integrację na terenach poradzieckich. A Białoruś, będąc jednym z głównych podmiotów w tej sprawie, jeszcze wymownie pokazuje światu i wszystkim swoim sąsiadom: alternatywna ścieżka rozwoju istnieje. Właśnie dlatego Białoruś jest poddawana takiej presji, i właśnie dlatego „demokratyczne” media nie mówią o niej prawdy.

http://2000.net.ua/2000/forum/sosedi/74617

Spodobał Ci się artykuł? Czekamy na Twój głos!

5 Responses so far.

  1. kai555 pisze:

    …tak zachwalacie,że niedługo tam przyjade!…:D…jak mnie przyjmiecie – to na stałe!!…pozdrawiam!

  2. Henryk pisze:

    Taka jest prawda jak w tym artykule powyżej.Jeżdżę na Białoruś Od 10 lat i widzę jaki postęp nastąpił.W każdej dziedzinie

  3. Cecylia pisze:

    Jestem apolityczna, ale cenię dobry klimat i nieskazoną żywność. Chyba wybiore się tam.

  4. rob pisze:

    Świetna strona, zawsze chciałem wiedzieć więcej o Białorusi -więcej niż piszą w oficjalnych mediach. Jak widać to my Polacy możemy się uczyć od takich państw jak Białoruś czy Islandia, które stawiają swoje interesy narodowe nad interesy światowego kapitału. Pozdrawiam :)

  5. zbyszek77 pisze:

    Doskonala strona . Godn wkleiania i powielania na polskich zydomedialnych klamliwych portalach


Białoruś